Który Lexus na pierwszy projekt torowy? Przegląd modeli IS, GS, LS i SC z rynku używanego

0
141
3/5 - (3 votes)

Nawigacja:

Jak podejść do pierwszego projektu torowego na bazie Lexusa

Auto torowe a szybkie daily – dwa różne światy

Samochód przygotowany z myślą o torze rządzi się innymi prawami niż szybkie daily, które ma po prostu sprawnie wyprzedzać na trasie i cieszyć w codziennej jeździe. Lexus jako marka kojarzy się głównie z komfortem, miękkim zawieszeniem i ciszą w kabinie. Na torze liczy się jednak przede wszystkim przewidywalność, sztywność nadwozia, skuteczne hamulce i odporność na wysokie temperatury.

Auto torowe, nawet w amatorskim wydaniu track day, jest z założenia bardziej zużywane: agresywne hamowania, długotrwała jazda na wysokich obrotach, częste zmiany kierunku. To oznacza większe obciążenie dla silnika, skrzyni, zawieszenia i chłodzenia niż w normalnej eksploatacji. Dlatego wiele elementów, które w daily „jeszcze dają radę”, na torze po prostu się poddaje.

Przy wyborze Lexusa na pierwszy projekt torowy trzeba więc jasno zdecydować: czy ma to być autentyczny wół roboczy na tor, który ewentualnie dojedzie na kołach na imprezę, czy raczej komfortowy daily z lekkim zacięciem trackdayowym. Od odpowiedzi na to pytanie zależy, jaki model wybrać, ile pieniędzy przeznaczyć na modyfikacje i na ile bolesne będą kompromisy w codziennym użytkowaniu.

Jak często chcesz jeździć i w jaki sposób

Punkt wyjścia jest prosty: inaczej buduje się Lexusa na track day raz czy dwa razy w roku, a inaczej auto, które co sezon ma zaliczać kilka intensywnych eventów i być wożone na lawecie.

Przykładowe scenariusze:

  • Sporadyczne track day’e + dojazdy na kołach – priorytetem jest niezawodność, umiarkowane modyfikacje i zachowanie części komfortu. Tu świetnie sprawdzi się Lexus IS (szczególnie IS200/IS300) lub GS300 z podstawowym pakietem zawieszenie + hamulce.
  • Regularne jazdy, nauka toru, progres jazdy – potrzebne będzie lepsze chłodzenie, bardziej bezkompromisowe zawieszenie, opony semi-slick i gruntowny przegląd układu napędowego. Baza: IS300, GS300/GS430 lub SC300/SC400.
  • Auto głównie na tor, wożone na lawecie – można pozwolić sobie na twardszą konfigurację, wycięcie wnętrza, kubły, klatkę, mocniejsze swapy. Tu wchodzi w grę nawet LS lub mocno przerobiony SC czy GS z V8.

Im częściej planujesz pojawiać się na torze i im bardziej agresywnie chcesz jeździć, tym bardziej opłaca się postawić na prostą, wytrzymałą bazę, łatwą w serwisie. Lexus daje tu świetny fundament, ale wymaga od początku dobrego planu.

Trzy filary wyboru: budżet, doświadczenie, części

Każdy projekt torowy na bazie Lexusa warto oprzeć na trzech filarach. Zignorowanie choćby jednego z nich szybko zemści się na portfelu lub frustracją.

1. Budżet – obejmuje nie tylko zakup auta, ale też:

  • pakiet startowy modyfikacji (zawieszenie, hamulce, opony, płyny),
  • serwis startowy (rozrząd, olej, uszczelki, chłodnicę, elementy zawieszenia),
  • koszty eksploatacji torowej (klocki, tarcze, opony, paliwo, laweta).

Przy pierwszym projekcie rozsądne podejście to: 50% budżetu na zakup, 50% na przygotowanie i serwis. Lexus z bazowego ogłoszenia za „cały budżet” to proszenie się o kłopoty.

2. Doświadczenie kierowcy i mechanika – początkujący na torze często i tak nie wykorzystają w pełni potencjału bardzo mocnego auta, za to szybciej popełnią błąd skutkujący wizytą w bandzie. Prostszy, lżejszy Lexus IS200 czy IS300, z dobrze ustawionym zawieszeniem, da więcej frajdy i pozwoli bezpieczniej się uczyć niż ciężki LS z V8 i automatem.

3. Dostęp do części i serwisu – kluczowe pytanie: czy w Twojej okolicy jest ktoś, kto ogarnia Lexusy/Toyoty i ma doświadczenie z modami pod tor? Czy części (szczególnie eksploatacyjne i tuningowe) są łatwo dostępne i w sensownych cenach? IS i GS mają dużą społeczność i sporo gotowych rozwiązań. LS czy SC – już mniej, co wydłuża czas napraw i podnosi koszty.

Lexus jako baza – mocne strony i ograniczenia

Lexusy z rynku używanego mają kilka cech, które czynią je atrakcyjną bazą na pierwszy projekt torowy:

  • Trwałe jednostki napędowe – wolnossące R6 (np. 1G-FE, 2JZ-GE) i V8 (1UZ-FE, 3UZ-FE) znoszą sporo zaniedbań i tuningu, jeśli dostaną świeży olej i chłodzenie.
  • Dobre wyciszenie i komfort wyjściowy – nawet po utwardzeniu zawieszenia wiele egzemplarzy nadal jest znośnych w dojazdach na kołach.
  • Tylny napęd i rozsądna geometria – większość omawianych modeli to RWD, a ich rozstaw osi i geometria zawieszenia są przyjazne dla toru i nauki poślizgów.

Ograniczenia wynikają z tego samego DNA: seryjnie to auta komfortowe, więc miękkie, cięższe i z hamulcami dobranymi pod autostradę, nie pod 20-minutową sesję na torze. To oznacza, że pakiet: hamulce + zawieszenie + chłodzenie praktycznie zawsze trzeba uwzględnić w planie.

Świadome postawienie konceptu auta – torowy „daily”, wół roboczy trackdayowy czy torowo-driftowy projekt na lawecie – pozwala od razu skreślić część modeli i ogłoszeń, za to skupić się na tych Lexusach, które faktycznie dowiozą frajdę.

Czerwony Lexus sportowy zaparkowany na pustym torze wyścigowym
Źródło: Pexels | Autor: S. von Hoerst

Kryteria wyboru Lexusa na tor: na co patrzeć zanim kupisz

Stan blacharski i strukturalny ponad bajery

Przy wyborze Lexusa na tor kluczowy jest fundament, nie gadżety. Fotele z wentylacją, markowe audio czy skóra w świetnym stanie na nic się zdadzą, jeśli auto ma krzywą budę, kiepsko naprawione szkody lub poważną korozję w punktach nośnych.

Priorytety przy oględzinach:

  • Brak poważnych napraw powypadkowych – krzywa podłużnica, źle spasowane elementy przodu, ślady cięć i spawów w okolicach kielichów to czerwone flagi. Na torze przeciążenia szybko pokażą, gdzie buda była „robiona po taniości”.
  • Stan progów i podłogi – progów używa się do podnoszenia auta, a na torze często stoi się na lewarku czy kobyłkach. Przegniłe progi to nie tylko problem z bezpieczeństwem, ale i z ewentualnym montażem klatki lub wzmocnień.
  • Kielichy amortyzatorów – w IS-ach i GS-ach potrafią korodować. To newralgiczne punkty z punktu widzenia geometrii i bezpieczeństwa na torze.

Wyposażenie można zawsze doposażyć lub uprościć. Natomiast krzywa, zardzewiała baza będzie zjadać budżet bez końca. W projekcie torowym lepiej wziąć uboższą, ale zdrową sztukę, niż „full opcję” z historią szpachli i prostowania.

Dostępność części eksploatacyjnych i sportowych

Lexusy IS i GS mają sporą bazę części zamiennych i tuningowych. Do LS i SC też coraz więcej firm oferuje rozwiązania, ale trzeba mocniej szukać i częściej zamawiać z zagranicy.

Najważniejsze obszary:

  • Zawieszenie – dostępność gwintów, twardszych sprężyn, poliuretanów, regulowanych wahaczy. Do IS i GS wybór jest szeroki, do LS i SC – węższy, ale nadal realny.
  • Hamulce – tarcze, klocki sportowe, adaptery pod większe heble (np. z IS-F lub innych modeli Toyoty). Trzeba sprawdzić, czy są gotowe rozwiązania, czy wszystko trzeba będzie customowo dorabiać.
  • Dyferencjał/LSD – czy da się łatwo założyć seryjne LSD z innej wersji, czy trzeba iść w szpery aftermarketowe, spawanie dyfra (dla driftu) lub hybrydowe rozwiązania.

Im popularniejszy model (IS, GS), tym łatwiej o sprawdzone konfiguracje – inni już testowali dane zestawy na torze. To ogromna oszczędność czasu i pieniędzy, bo nie musisz wymyślać koła na nowo.

Prosty, wytrzymały napęd i potencjał na swap

Na pierwszy projekt torowy najlepiej postawić na prosty wolnossący silnik, który można łatwo serwisować i który nie wymaga skomplikowanej elektroniki do działania. W świecie Lexus/Toyota oznacza to przede wszystkim:

  • R6 – 1G-FE (IS200), 2JZ-GE (IS300, GS300, SC300). Świetny kompromis między prostotą a potencjałem.
  • V8 – 1UZ-FE, 3UZ-FE (GS/LS/SC). Bardzo trwałe, z przyjemnym charakterem, ale montowane w cięższych autach.

Temat skrzyni biegów jest równie ważny:

  • Manual – idealny na naukę toru, pełna kontrola nad obrotami, łatwiej panować nad autem w poślizgu. Niestety sporo Lexusów (szczególnie GS, LS, SC) występuje głównie z automatem.
  • Automat – wygodny na co dzień, ale seryjnie potrafi „zabijać” frajdę na torze (wolne reakcje, przegrzewanie, nieprzewidywalne redukcje). Niekiedy możliwe są modyfikacje sterowania (manual mode, tiptronic, modowane sterowniki).

Swapy (np. 2JZ-GTE, mocniejsze manuale, inne V8) kuszą, ale przy pierwszym projekcie torowym łatwo wpaść w pułapkę „projektu życia”, który nigdy nie wyjedzie z garażu. Jeżeli swap – to prosty, przetestowany w danym modelu i z pełną świadomością budżetu oraz czasu.

Masa, rozkład i rozstaw osi – jak Lexus zachowuje się na torze

Lexusy, szczególnie GS i LS, nie są papierowymi lekkimi hot-hatchami. To cięższe konstrukcje, często powyżej 1500–1700 kg. Masa wpływa na:

  • Zużycie hamulców – cięższe auto zabija tarcze i klocki szybciej, szczególnie na technicznych torach z mocnymi hamowaniami.
  • Zużycie opon – waga auta oznacza więcej ciepła w gumie, co skraca życie opony, ale też wymaga wyższej jakości (semi-slicki zamiast tanich budżetówek).
  • Łatwość panowania nad autem – dłuższy rozstaw osi (GS, LS) daje stabilność przy wyższych prędkościach, ale wymaga więcej miejsca, trudniej nim „tańczyć” na ciasnych obiektach.

IS jest tu najbardziej kompaktowy i neutralny, GS to kompromis, a LS to duży kloc, który wymaga już szacunku i miejsca. SC plasuje się pośrodku – coupe z przyjemnymi proporcjami, ale z reguły z mocnym V8, co dodaje masy na przód.

Szybka selekcja ogłoszeń – czego unikać, co można odpuścić

Rynek używanych Lexusów ma swoje specyficzne „miny”. Przy przeglądaniu ogłoszeń warto błyskawicznie odsiać auta, które nie mają sensu na pierwszego Lexusa na tor:

  • Unikaj:
    • egzemplarzy z instalacją LPG w kiepskim stanie (amatorski montaż, brak papierów, dziwne zachowanie silnika),
    • aut po ciężkich dzwonach, szczególnie w przód (problemy z geometrią, spasowaniem zawieszenia),
    • mocno „grzebanych” elektroniki – dziwne wiązki, łączone alarmy, immobilizery.
  • Możesz spokojnie odpuścić:
    • zadrapania, przetarte lakiery, małe wgniotki – na samochodzie torowym kosmetyka jest drugorzędna,
    • zużyte wnętrze – i tak być może wyleci, a przynajmniej będzie mocno uproszczone,
    • braki w wyposażeniu typu navi, markowe audio – nie wpływają na zachowanie auta na torze.

Im szybciej nauczysz się patrzeć na Lexusa jak na bazę techniczną, a nie „limuzynę premium”, tym sprawniej i sensowniej wydasz pieniądze.

Lexus IS – kompaktowa baza na pierwszy projekt torowy

Przegląd generacji pod kątem toru

Lexus IS to najczęściej wybierana baza na pierwszy projekt torowy. Kompaktowe nadwozie, tylny napęd, dobra dostępność części i sporo zrobionych już egzemplarzy sprawiają, że nietrudno znaleźć inspiracje i sprawdzone konfiguracje.

Najważniejsze wersje z rynku używanego:

  • IS200 (XE10) – R6 1G-FE 2.0, około 150 KM, manual lub automat. Bardzo popularna baza „na start” przez niską cenę wejścia.
  • IS200 – plusy, minusy i realny potencjał na tor

    IS200 kusi ceną zakupu i dostępnością, ale trzeba jasno określić jego rolę. To świetne auto do nauki toru, linii przejazdu, pracy z masą i hamulcem, ale nie do walki o czasy na poziomie mocnych hot-hatchy bez poważnych modyfikacji silnika.

    Mocne strony IS200:

  • Świetne wyważenie i przewidywalność – R6 wzdłużnie, rozsądna masa z przodu, tylny napęd. Auto jest intuicyjne, a granica przyczepności szeroka i „miękka”.
  • Dostępność manuala – sporo egzemplarzy ma 6-biegową manualną skrzynię, idealną do nauki i zabawy na torze.
  • Tania baza części – używane zawieszenie, wahacze, proste mody hamulców; dużo używanych gratów w rozsądnych cenach.

Słabe strony i ograniczenia:

  • Moc 150 KM – na prostych brakuje pary, szczególnie na większych torach. Wyprzedzanie mocniejszych aut wymaga wyjścia z łuku z idealną prędkością.
  • Silnik 1G-FE bez dużego zapasu – jest trwały, ale bez turbo czy swapa nie zamieni się w rakietę. Mały potencjał NA, sensowne przyrosty wymagają narzędzi i budżetu.
  • Wiek i korozja – to już stare auta, coraz częściej wychodzą problemy z progami, kielichami i tylną belką.

IS200 najlepiej traktować jako auto-szkoleniowiec: nauczyć się toru, pojeździć regularnie, ogarnąć podstawy ustawień i dopiero potem myśleć o większej mocy. To świetny sposób, żeby bez presji wejść w świat trackdayów.

IS300 – gotowa baza pod szybszy projekt

IS300 (w Europie i USA) to już inna rozmowa – pod maską siedzi 2JZ-GE, czyli cywilna wersja legendarnego 2JZ. Mocy seryjnie jest więcej, moment obrotowy wyraźnie lepszy, a baza pod ewentualne turbo czy swapy dużo poważniejsza.

Najważniejsze cechy IS300:

  • Silnik 2JZ-GE – bardzo trwały, lubi obroty, dobrze znosi umiarkowane podniesienie mocy. Świetny fundament na długoterminowy projekt.
  • Wyższa moc i elastyczność – auto realnie jedzie, na prostych nie ma już takiej „bezsilności” jak IS200. Łatwiej uciec z zakrętu, szybciej dogonić mocniejsze auta w klasie.
  • Potencjał na turbo – nawet skromne set-upy na niskim ciśnieniu czynią z IS300 bardzo szybkie auto torowo-driftowe.

Problemem bywa skrzynia:

  • w wielu rynkach IS300 występował głównie z automatem, który seryjnie nie kocha toru ani ciągłego katowania,
  • manuale są rzadkie, drogie, często już „przerobione” i wymagają dokładnego sprawdzenia.

Przy IS300 bardzo sensowny kierunek to baza z dobrym 2JZ i planowany swap skrzyni na manual. Zyskujesz porządną jednostkę, a tempo projektu możesz rozłożyć w czasie: najpierw hamulce, zawias, chłodzenie, a później dopiero przekładka i ewentualne podniesienie mocy.

Priorytetowe modyfikacje w IS na tor

Przy IS-ie łatwo popłynąć w bodykity, felgi i „look”. Znacznie lepszy efekt daje prosta, skuteczna lista modyfikacji, która realnie poprawia czasy i frajdę.

Na początek najlepiej skupić się na takim pakiecie:

  • Hamulce:
    • dobry płyn hamulcowy o wyższej temperaturze wrzenia,
    • sportowe klocki (torowe lub przynajmniej „fast road”),
    • tarcze w seryjnym rozmiarze, ale markowe; większy zestaw z adapterami to kolejny krok.
  • Zawieszenie:
    • gwint lub sprężyny obniżające + lepsze amortyzatory,
    • wymiana zużytych gum na poliuretany w kluczowych miejscach (np. tylna belka, wahacze),
    • zrobienie geometrii z lekkim negatywem przodu i tyłu (przy rozsądnych wartościach na „daily”).
  • Chłodzenie:
    • nowa, wydajniejsza chłodnica,
    • czyste kanały chłodzenia, nowy termostat,
    • dodatkowa chłodnica oleju przy ambitniejszym torowaniu, szczególnie w IS300.
  • Dyferencjał:
    • seryjne LSD, jeśli uda się trafić lub przełożyć z innej wersji,
    • aftermarketowa szpera płytkowa przy projektach bardziej „na serio”,
    • dla driftu – spawany dyfer, ale trzeba zaakceptować skutki na ulicy.

Z takim zestawem IS200/IS300 zaczyna naprawdę żyć na torze. Dopiero po przerobieniu tych fundamentów ma sens myśleć o dodatkowych koniach mechanicznych.

IS jako torowe „daily” czy stricte torówka?

IS jest wdzięczny zarówno jako jeden samochód do wszystkiego, jak i stricte torówka na lawecie. Trzeba tylko zdecydować się na kompromis lub jego brak.

Przy torowym „daily”:

  • zachowujesz część wygłuszeń i elementów wnętrza,
  • ustawiasz zawieszenie i geometrię bardziej „cywilnie”,
  • stawiasz na średnio-agresywne klocki, które nie piszczą i hamują sensownie na zimno.

Przy aucie stricte torowym:

  • leci większość wnętrza, wygłuszeń i zbędnych bajerów,
  • gwint ustawiasz sztywniej, z agresywniejszą geometrią,
  • klatka, kubeł, pasy wielopunktowe wchodzą na listę szybszych modów.

IS daje sporo swobody – można zacząć od lekkich modów „daily”, a gdy złapiesz bakcyla, krok po kroku przesuwać projekt w stronę coraz twardszego toru.

Czerwony samochód sportowy pędzący po torze wyścigowym
Źródło: Pexels | Autor: Jay Brand

Lexus GS – większy sedan jako torowy „youngtimer”

Charakter GS-a na torze

GS to krok w stronę większego, cięższego, ale też stabilniejszego auta. Na torze czuć dłuższy rozstaw osi i wyższy komfort bazowy – samochód mniej nerwowo reaguje na zmiany obciążenia, jest bardziej przewidywalny przy wyższych prędkościach, ale w ciasnych partiach wymaga mocniejszego hamowania i wcześniejszego składania się w zakręt.

Na tle IS-a:

  • lepiej znosi szybkie łuki i dłuższe proste,
  • gorzej radzi sobie w ciasnych sekcjach, gdzie masa i gabaryt zaczynają ciążyć,
  • bardziej doceni dobre opony i mocne hamulce – inaczej szybko „zabijesz” seryjny układ.

Jeżeli jeździsz częściej na większych torach z dłuższą prostą (Poznań, Silesia, Lausitzring), GS może być przyjemniejszy niż kompaktowy IS.

GS300 – rozsądny punkt wyjścia

GS300 z 2JZ-GE to odpowiednik „większego IS300”. Ten sam fundament silnikowy, ale w większym, wygodniejszym nadwoziu, często z lepszym fabrycznym wyposażeniem.

Plusy GS300 na torze:

  • trwały 2JZ-GE – części wspólne z IS300/SC300, duża baza wiedzy i modów,
  • wygoda i ergonomia – lepsze fotele, więcej miejsca, stabilniejsze zachowanie przy większych prędkościach,
  • potencjał na moc – ten sam schemat: NA, mild-turbo, pełne turbo – wszystko już ktoś robił, da się powtórzyć.

Minusy:

  • masa – cięższy od IS-a, a każde kilo czuć na hamowaniu i w oponach,
  • częsta obecność automatu – sensowne na co dzień, ale ograniczenie na torze, jeśli zostawisz go seryjnego,
  • starsze roczniki – wchodzą tematy korozji i zmęczenia elementów zawieszenia.

GS300 dobrze sprawdza się jako torowo-autostradowy sedan: dojazd na kołach, kilka szybkich sesji, powrót w komforcie. Z czasem możesz pójść w stronę ostrzejszego projektu z manualem i turbo, jeśli trafi cię bakcyl prędkości.

GS430 i inne V8 – dla kogo ma to sens

GS430 z V8 (3UZ-FE) kusi dźwiękiem i momentem. Na prostej robi robotę, a wyprzedzanie wychodzi niemal „na myśl”. Na torze jednak zaczyna się z nim inna gra – większa masa z przodu, więcej ciepła w układzie chłodzenia i hamulcach.

GS z V8 ma sens gdy:

  • stawiasz na trackday w stylu „fun first” – dźwięk, dym z opon, proste przejścia w nadsterowność,
  • zamierzasz poważnie zainwestować w hamulce i chłodzenie, bo seryjne szybko się poddają,
  • bardziej kręci cię „muscle sedan” niż precyzyjne szlifowanie setnych na ciasnym obiekcie.

Do ostrego time attacku to nie jest idealna baza, ale jako szybki, efektowny projekt torowo-driftowy – jak najbardziej. Przy świadomym ulepszeniu zawieszenia i ograniczeniu masy (wnętrze, wygłuszenia) V8 potrafi dać zaskakująco spójny pakiet.

Co trzeba zrobić w GS-ie przed pierwszymi trackdayami

GS seryjnie jest miękki i komfortowy, więc przed wyjazdem na tor trzeba go „obudzić”. Lista startera wygląda podobnie jak w IS-ie, ale z mocniejszym naciskiem na hamulce i chłodzenie.

  • Hamulce:
    • solidny płyn, sportowe klocki, dobre tarcze to absolutne minimum,
    • zestaw większych zacisków (np. z IS-F lub innych modeli Toyoty/Lexusa) przez adaptery – bardzo polecany przy ambitniejszym jeżdżeniu,
    • przewody w stalowym oplocie dla lepszego czucia pedału.
  • Zawieszenie i geometria:
    • gwint lub twardsze zawieszenie, bo seryjne „buja” w zakrętach,
    • negatyw na przód, korekta tyłu – większa masa wymaga bardziej świadomej geometrii,
    • skontrolowanie i ewentualna wymiana wszystkich tulei, szczególnie na tylnej osi.
  • Chłodzenie silnika i skrzyni:
    • większa chłodnica silnika,
    • dodatkowa chłodnica oleju i/lub skrzyni automatycznej przy V8 i mocnym katowaniu,
    • osłony i kierownice powietrza kierujące strumień do chłodnicy i hamulców.
  • Masa:
    • demontaż części wnętrza, szczególnie z tyłu (kanapa, wygłuszenia, niepotrzebne plastiki),
    • lżejsze felgi i rozsądne rozmiary opon (bez przesady z szerokością).

Dobrze przygotowany GS potrafi zaskoczyć na torze – to taki „piekielnie szybki salon na kółkach”. Jeżeli lubisz połączyć szybkość z wygodą, GS zrobi ci dobrze.

Biały sportowy Lexus pędzący autostradą w miejskiej scenerii
Źródło: Pexels | Autor: Abdulwahab Alawadhi

Lexus LS – luksusowa kanapa na torze: czy to ma sens?

Realne plusy i minusy LS-a w projekcie torowym

LS to dla wielu świętość – topowy sedan do komfortowego połykania kilometrów. Na torze ten obrazek zmienia się o 180 stopni. To duże, ciężkie auto, które wymaga szacunku, ale też potrafi odwdzięczyć się unikalnym charakterem projektu.

Najważniejsze plusy:

  • V8 (1UZ/3UZ-FE) pod maską – kultura pracy, dźwięk i bardzo dobra trwałość,
  • stabilność przy wysokich prędkościach – długi rozstaw osi sprawia, że auto płynie, a nie „tańczy” w szybkich łukach,
  • komfort dojazdu – nawet częściowo odchudzony LS potrafi być przyjemny na kilkusetkilometrowych trasach.

Minusy:

  • masa – LS to waga ciężka, każda sesja oznacza mocne grzanie hamulców i opon,
  • głównie automat, z którym na torze trzeba umieć żyć lub go przeprojektować,
  • ceny części zawieszenia i elementów specyficznych dla LS-a są wyższe niż w IS/GS.

LS ma sens, jeśli szukasz nietypowego projektu i akceptujesz, że to nie będzie lekki time attack, ale raczej szybka, torowa limuzyna, często z akcentem „show”.

Jak ogarnąć LS-a przed wyjazdem na tor

Żeby LS nie zamienił się po trzech okrążeniach w gotującego się, pływającego kolosa, trzeba go potraktować trochę jak szybki projekt „VIP”, a trochę jak bazę do driftu. Fundamenty są podobne jak w GS-ie, ale skala jest większa.

  • Hamulce – to pierwszy front walki:
    • wydajny płyn i sportowe klocki to tylko start, przy ostrzejszym katowaniu przydadzą się większe zaciski (swap z mocniejszych Toyot/Lexusów lub zestaw aftermarket),
    • dobre tarcze wentylowane, a gdy zacznie brakować wydajności – przewiewne felgi i kanały powietrzne na przód,
    • warto mieć zapasowy komplet klocków w bagażniku, bo LS potrafi je „zjadać” szybciej niż IS.
  • Zawieszenie – koniec z pełnym „sofą mode”:
    • gwint lub twardsze sprężyny z sensownymi amortyzatorami to absolutna podstawa,
    • negatyw na przód i lekko dopięty tył pomagają okiełznać masę w zakrętach,
    • tuleje i wahacze często są zmęczone – ich ogarnięcie potrafi zmienić LS-a z „galarety” w stabilnego sedana.
  • Chłodzenie i olej:
    • większa chłodnica silnika, dobry płyn chłodniczy i nowy termostat to must-have,
    • przy ostrzejszym traktowaniu – dodatkowa chłodnica oleju i chłodnica ATF dla automatu,
    • olej o odpowiedniej lepkości i częste wymiany – duże V8 nie lubi długiego katowania na „syropie” po 20 tys. km.
  • Masa i wnętrze:
    • demontaż tylnej kanapy, części wygłuszeń i ciężkich foteli potrafi urwać dobrych kilkadziesiąt kilogramów,
    • kubeł kierowcy i solidne pasy robią cud z kontrolą auta, nawet jeśli reszta kabiny pozostaje „pół-luksusowa”,
    • czasem wystarczy wyrzucić audio premium, elektryczną roletę i kilka „gadżetów”, żeby LS przestał być tak ociężały.

Po takiej kuracji LS przestaje być tylko „kanapą” i zaczyna reagować zaskakująco rozsądnie – to wciąż ciężki sedan, ale można nim naprawdę naciskać, a nie tylko „wozić się po torze”.

Automat w LS-ie – żyć z nim czy przerabiać?

Największy dylemat przy LS-ie to skrzynia. Automat jest super na trasie, ale na torze bez wsparcia potrafi mocno irytować. Trzeba obrać jasny kierunek.

Jeśli chcesz zostać przy automacie:

  • zadbaj o świeży olej i chłodzenie skrzyni – przegrzany AT potrafi zabić frajdę z jazdy błyskawicznie,
  • naucz się korzystać z trybu manualnego / ograniczania biegów, tak żeby skrzynia nie zmieniała biegu w połowie zakrętu,
  • przy mocniejszych projektach wiele osób idzie w konwerter o wyższym stall’u i mody skrzyni, dzięki czemu V8 chętniej wchodzi na obroty.

Jeżeli myślisz o swapie na manual:

  • przygotuj się na większy projekt – wybór skrzyni, custom adapter, wał, pedały, hydraulika sprzęgła, sterowanie silnikiem,
  • popularne są swapy na manualne skrzynie z Toyoty lub mocniejsze rozwiązania z rynku motorsportowego,
  • manual robi z LS-a dużo bardziej „mechaniczne” auto – dużo lepsze czucie i pełna kontrola nad V8 kosztem komfortu w korkach.

Jeżeli dopiero zaczynasz swoje przygody z torem, sensownie przygotowany automat wystarczy – swap zostaw sobie na etap, gdy już dokła